Forum dyskusyjne

Przeszukiwanie forum

Ratowanie historii - jak sprawa wygląda?

Chciałbym się wszystkich odwoiedzających tę stronę zapytać jak postrzegacie sytuację zabytków kolejnictwa w Naszej Ojczyźnie?

Z tego co zdążyłem się zorientować jest wiele organizacji pożytku publicznego, które się tym zajmują. Czy widzicie sens i zasadność współpracy tych organizacji na poziomie krajowym? Może już takowa istnieje?

Będę wdzięczny za wszystkie opinie, sugestie i uwagi.

Maciej

Współpraca istnieje, ale jest doraźna i niesformalizowana - znaczy się różne grupy i organizacje pomagają sobie jeśli w danym momencie pomoc jest potrzebna. Co prawda zdaje się były jakieś próby połączenia w jakąś "uberorganizację" ale za wiele z tego nie wyszło.

A formalizować tego moim zdaniem nie ma potrzeby. Jeśli kilku osobom/organizacjom jest po drodze to działają razem, jesli nie to nie.

Moje pytanie było podyktowane wizytą w parowozowni Skierniewice w realu i podróżach po różnych miejscach w necie tyczących się parowozów i zabytkowych wagonów. Jak się dowiedziałem problemem jest zdobycie środków na renowacje parowozowni jak i obecnego tam taboru. W sumie teoretycznie jest możliwość zdobycia środków z funduszy unijnych, jednak wydaje mi się, że najsensowniejszy byłby projekt wspólny wszystkich organizacji obecnych w naszym kraju a sainteresowanych ratowaniem zabutków czy ogólnym pomysłem na kultywowanie pasji i tradycji... Domyślam się, że pewnie myślicie że taki pomysł jest w sferze marzeń... może jednak widzicie promyki jej urzeczywistnienia...?

Jeśli chodzi o mnie to nie bardzo widzę ogólnokrajowy wysiłek wszystkich ciuchciofilów w celu renowacji jednego obiektu. Przyczyna jest prosta: każde stowarzyszenie ma jakiś własny tabor czy inny obiekt i nim się zajmuje w pierwszej kolejności. Jeśli wszystkie siły pójdą np na parowozownię w Skierniewicach, to co z Pyskowicami, Rogowem, czy innymi miejscami? I tak społeczne skanseny kolejowe nie narzekają na nadmiar rąk do pracy...

Miałem na myśli projekt obejmujący wszystkie zainteresowane strony, tj. Skierniewice, Pyskowice, Rogów i inne, ponieważ wszyscy się borykają z brakiem środków na realizację pomysłów... oczywiście zdaję sobie sprawę, że podstawowym problemem byłoby określenie wspólnego celu i podział zadań pomiędzy poszczególnych zainteresowanych. Dobrze zaznaczyłeś fakt, że społeczne skanseny kolejowe nie narzekają na nadmiar rąk do pracy, ale na środki finansowe na pewno. Czy nie warto byłoby tę kwestię przedyskutować? Jest to pewnego rodzaju szansa na polepszenie kondycji wielu ośrodków kultu ciuchci w naszym kraju. Oczywiśćie mój tok myślenia może być błędny, bo nie siedzę aktywnie tych kultowych kręgach....Za wszelkie opinie będę wdzięczny :)

Trochę przyglądam się waszej dyskusji. Myślę, że z jednej strony każdy ze skansenów ma swoje problemy i cele do osiągnięcia. I niekoniecznie jest im po drodze z innymi. Z drugiej strony wydaje mi się, że w pewnych kwestiach "duży może więcej" czyli wspólne działanie może dać lepsze wyniki, bo będzie większa siła przebicia i większy nacisk na różne instytucje np. rządowe. Ale, no właśnie jest małe ale czy w tym naszym "POLSKIM" piekiełku da się dogadać z wszystkimi i czy nie znajdą się osoby, które będą chciały na tym coś zyskać dla siebie. Nie ma co ukrywać, że takie osoby się pojawiają i robią więcej szkody niż pożytku.

@widz: twój tok rozumowania wydaje się słuszny, problem jednak w tym, że w Polsce nie ma zbyt silnego "lobby ciuchciofilskiego". Po prostu takie hobby jak stara kolej jest postrzegane jako swego rodzaju ekstrawagancja i czasem wzbudza dziwne uśmieszki u niektórych osób. Tak więc moim zdaniem, niezależnie od tego czy występujemy razem czy osobno, jest nas i tak zbyt mało by stanowić skuteczną grupę nacisku. Ale oczywiście można sobie szukać doraźnych sojuszników, mogących pomóc w osiągnięciu jakiegoś celu. Tylko że nie zawsze się taki sojusznik znajdzie, i wtedy trzeba działać samemu.

No i cały problem w tym, że nas wielbicieli "ciuchci" traktuje się jak dzieci, które "mają" nieco większe zabawki (skala 1:1) i się nimi zachwycają. Głupie uśmieszki to dość delikatne określenie ;) czasami oczywiście. Natomiast wielu ludzi zapomina o tym, że to kawał historii naszego kraju, naszej techniki, a i naszej myśli konstruktorskiej. Dlatego może trzeba też uświadomić tym "uśmiechającym się inaczej", że to nie tylko kilka imprez w roku gdzie spotykają się "duże dzieci", ale że to również duży wysiłek i walka o uratowanie tego co jeszcze pozostał. Moim skromnym zdaniem trzeba dążyć do tego by jak najwięcej zabytków odrestaurować oraz by jak najwięcej było ich czynnych. Jest o co walczyć. Wiem, że zaraz ktoś będzie krzyczał, bo nie ma części, bo coś tam innego itd. Ale sama metoda wykonania części i naprawy to też jest kawałek historii. I tu też jest duże pole do popisu wymiana informacji i pomoc "my wam to, wy nam tamo, bo macie ludzi, którzy się na tym znają albo nas nauczą. A u nas to takie trochę odkrywanie ameryki (wywarzanie otwartych drzwi), ktoś wie ale nie powie. A walka toczy się o to samo. A wspólne działanie to pokazanie innym, że może ludzi jest mało ale umieją się dogadać i razem walczyć o swoje racje i np. fundusze na naprawy. Właśnie dziś przeczytałem, że w Chabówce wstrzymano wysyłkę kotłów do naprawy bo CARGO zamroziło fundusze na ten cel. A gdyby była "jakaś" organizacja to może, by się coś wywalczyło i dla skansenów pomoc by też była. Wiem, że rozumiesz to iż takie instytucje też, nie są dochodowe. Choć poniektórzy uważają, że można zbić na tym dużą kasę :). Się rozpisałem. Pozdrawiam.

Przez okres od rozpoczęcia tego wątku minęło trochę czasu i trochę więcej informacji i przemyśleń przybyło..

Możliwości ratowania zabytkowej koleji w połączeniu z funduszami europejskimi to sprwa wygląda następująco: otóż pieniądze można zdowyć w ramach RPO - Regionalnego Programu Operacyjnego, który dla każdego województwa trochę się różni pod względem priorytetów, możliwości udziału przedsiębiorców, organizacji pozarządowych oraz wymaganego ich wkładu własnego w projekcie. Przeważnie można naprawę taboru możnaby realizować w ramach ochrony dziedzictwa historycznego, natomiast rozwinięcie tego do ciekawej formy można w ramach rozwoju turystyki (np. w województwie warmińsko-mazurskim są pieniądze na linie kolejowe mające charakter turystyczny). Należy pamiętać o terminach, ponieważ są one nieubłagane, a napisanie projektu i kalkulacja i ewaluacja w przypadku zabytkowych kolei nie wydaje mi się bułką z masłem... Uważam, że mamy w kraju niezły potencjał ludzki :) Trzeba by się zorganizować panowie :) Ja w kwestiach pomysłowo-dokumentowych jestem do usług ;) Pozdrawiam

P.S. Popieram widza :) Myślę tak samo jak on...

Panowie, po przeczytaniu rozwinięcia tematu pusty śmiech po prostu zbił mnie z nóg.

Tytułem wstępu zacznę od dowcipu:

Złapał Polak złotą rybkę, trzy życzenia itp.
Pierwsze życzenie. Polak, intensywnie myśląc, powoli mówi: Mój sąsiad ma mercedesa..., ja chce mieć dwa! Drugie, mój sąsiad ma willę..., ja chce mieć dwie takie! Trzecie (Polak wolno myśli, więc rybka się dusi) mój sąsiad ma w oborze 3 piękne krowy... Rybka na to, (aby przyspieszyć) mówi: Już sprawiłam, że masz w swojej 6 takich. Na to Polak z przerażeniem wrzeszczy: NIE!!! JA CHCIAŁEM, ŻEBY MU ONE ZDECHŁY!!!

Ludzie, czyście się z końmi (i to nie tymi stalowymi) na łby pozamieniali?! Czy z was normalni, dorośli ludzie, czy dzieci z piaskownicy? Pytam tak, bo czy ktoś poważny mógł w sposób tak niepoważny rozwinąć temat ratowania zabytków kolejnictwa, będącego częścią dziedzictwa narodowego? Panowie, ze swoim sposobem myślenia powinniście się cofnąć do przedszkola.

Jaka współpraca, wspólne związki, jaka federacja, jakie współdziałanie? Pisanie takich bzdur to tylko strata prądu i czasu. Żyjemy nie w raju, a w pieprzonym kraju nad Wisłą, w którym mieszkańcom największą radość przynosi świadomość cudzego nieszczęścia! Czy nie znacie polskiej cechy narodowej, o której żartują nawet Buszmeni, że Polaka nic tak nie wkur..., jak sukces ziomala albo sąsiada!?
Proszę sobie szczerze odpowiedzieć, czy sobie wyobrażacie, że jeden skansen wraz z drugim wspólnie uzyskują fundusze unijne i potem sprawiedliwie i zgodnie się między sobą nimi dzielą? Jeśli na to pytanie ktoś stwierdzi, że jest to możliwe tu u nas, w Polsce, to od razu do polecam grupę młodszaków.

Jak można myśleć o współpracy, skoro organizacje starające się, bardziej lub mniej, chronić zabytki kolejnictwa traktują siebie nawzajem jako konkurencję? Tego się nie zmieni, albo trzeba by z pięciu pokoleń aby w umysłach Polaków stopień zawiści zmalał do poziomu takiego, że jeśli wolontariusz organizacji "A" przepracuje sobotę w organizacji "B", bo miał taką ochotę, to pozostali członkowie z "B" nie zarzucą mu zdrady i nie spalą na stosie.

Piszecie Panowie o podziale zadań między uczestnikami związku starającego się o fundusze. Ludzie, wiecie jaka to była by kłótnia, że ten ma zrobić więcej, tamten się mniej stara, a trzeci to musiał wydać 20zł na benzynę aby coś załatwić? Jak ktoś myśli inaczej, starszaki zapraszają.

Wymiana informacji i pomoc "my wam to, wy nam tamto"? I znów kłótnia, bo przecież wiadomo że "co twoje, to i moje, a co moje, to wara"! Nie słyszałem, aby jedna jednostka kolejowa pomagała drugiej. Mało tego, często w ramach jednej organizacji powstają zwalczające się frakcje, bo, w fundacji "Alfa" jedni opiekują się kolejką X, drudzy Y, i X ma żal do Y, że więcej pieniędzy dostaje, a Y do X, że im narzędzia podbiera.
Jedna wąskotorówka niszczy opinię drugiej, bo "jakby tamtej nie było, to więcej turystów by u nas jeździło".
Skansen I oczernia skansen II, bo I załatwił od PKP do kolekcji (renowacji) parowóz Ty97-62878, na który II od dawna miał ochotę, ale nic nie robił aby go zdobyć. A przecież prawdziwy "Ciuchciofil" z II powinien być szczęśliwy, że rdzewiejąca od 20 lat maszyna ma szansę wreszcie dostać farbę, czy brakujący wiązar. Ale takie rzeczy, to tylko w Erze. "Ciuchciofila" z II los parowozu który trafia do I tak wkur.., że głośno teraz krzyczy, że lepiej by było, aby 20 lat temu poszedł na złom, bo tamci z I go zmarnują itp.!

Co do dogadywania się ludzi o którym wspomniano, to wystarczy popatrzeć nie na kolej, a na politykę. Kiedyś Kaczor i Donaldos stali po jednej stronie barykady, póki nie wywalczyli tego, o co walczyli, a teraz sami ze sobą toczą wojnę, i wątpię, że to się kiedykolwiek zmieni. Bo przecież, jak to mówił Zulu Gula, "Polska, to taka dziwna kraj..."

Panowie, zdjąć różowe okulary! Odejść od wirtualnego, wyidealizowanego świata miłośników kolejnictwa! Wyjrzeć za okno! To jest pieprzona rzeczywistość. Nie róbcie z siebie dzieci. To jest życie-nie przedszkole!

masz racje CARGO ma pieniądze na malowanie w najnowsze barwy ale na rewizje to nie. Po za tym w Wolsztynie mówią że Chabówka doswtaje wiecej , a w Chabówce że w Wolsztynie są Anglicy. Ot muzealnictwo polskie

O! Właśnie dobrze Kolega maciekrail przypomniał mi nazwę pewnej miejscowości w Wielkopolsce.
Mowa o Wolsztynie. Tak się kiedyś złożyło, że w 2000r., w ramach zajęć "praktycznych" podczas kursu na maszynistę trakcji parowej byłem delegowany, wraz z kolegami, do powyższej "świątyni pary". Dla gości z "ciasnych torów" ogrom maszyn i sama lokomotywownia z obrotnicą robiły imponujące wrażenie. Ale coś innego na każdym kroku kłuło w oczy. Był to stan techniczny parowozów. Tak brudnych, z odpadającą płatami farbą, z blachami wszędzie poprzegryzanymi na przelot rdzą maszyn, to wcześniej nie widzieliśmy. Pies trącał zresztą ich wygląd! Ze wszystkich złącz syczała para, bądź kapała woda. Zastanawialiśmy się, jak maszyniści wytrzymują w budzie, gdzie szum ulatniającej się wszystkimi możliwymi nieszczelnościami pary uniemożliwiał zwyczajną rozmowę na postoju!? Mało tego, gdy odbywaliśmy jazdy szkoleniowe, okazało się, że parowozy tak okropnie parują podczas jazdy, że gówno widać co się na szlaku dzieje, przy tym klekoczą i walą czym się tylko dało. Kiedyś, jadąc we trzech w kabinie, zapytaliśmy jednego (tego najbardziej reprezentacyjnego) mechanika, czemu tak jest? Odpowiedzią było rzucenie wiązki bluzgów pod adresem "nierobów i leni" z warsztatu.
-No, dobra-Któryś z nas odparł-Ale skoro ten warsztat jest tak ch...wy, to nie zameldujecie o tym naczelnikowi?
-A, bo nim Angol pier...ny rządzi i naczelnik bierze kasę i trzęsie dupą aby na posadzie zostać, więc nie chce kłótni z warsztatowcami.
-To czemu sam pan nie wiźmiesz klucza, albo młodego (pomocnika) nie pogonisz aby te dławiki poskręcał, bo przeca gorąca woda w ryj tryska!-Wygarnął kolega któremu od wycierania wciąż ochlapywanej twarzy puściły nerwy.
-Coooo!?-Obruszył się mechanior-Ja miałbym za te je...ne brudasy robić?
-Tak, k...wa!-Ryknął przez szum pary kolega od mokrej twarzy, bo widocznie poczuł, że już kurtka mu przemięka.-Przeca sam potem siedzisz w tym hałasie i to ty mokniesz w parze, a nie ci z warstatu!-Pieprznął kawę na ławę.
Dalszą część jazdy odbyliśmy w wagonie, bo atmosfera była taka, że nikt nie miał chęci dalej jechać w kabinie.
W trakcie szkolenia nie omieszkaliśmy zadać podobnych, kontrolnie-drażniących pytań warsztatowcom. I tu się okazała druga strona medalu. Rzemieślnik, jak sie potem okazało maszynista przeniesiony na warsztat, odpowiedział wprost:
-Pie...na klika maszynistów, oni tam mają między sobą układ, nikogo do jazdy nie dopuszczą, od Niemców biorą marki, zarabiają a nam nic nie odpalą! To my pier....my takie "na ramię broń" i nie będziemy im maszyn naprawiać, niech się męczą na złomach!-Dodał z satysfakcją, jaką może dać tylko świadomość jak złe są warunki pracy na tych parowozach.
-I jeszcze te je...ne Angole! Co oni sobie myślą, że przyjadą do Polski, będą jeździć i co? Trzeba im maszyny robić! Sami by się za robotę wzięli, albo by kilka dolarów (tak powiedział!) nam dali że się dla nich brudzimy!-Zakończył filozoficznym splunięciem na posadzkę hali.
Pokiwaliśmy głowami "ze zrozumieniem", a raczej z politowaniem, bo zrozumieć taką bezmyślność, to trzeba być wyjątkowym głupkiem.
I co tu mówić o ratowaniu zabytków kolejnictwa, skoro nawet pracownicy jednostki, która tylko dzięki zabytkom i zwiedzającym zabytki istnieje (lokomotywownia Wolsztyn już od 20 lat by nie istniała, gdyby nie kopciuchy i Angole) nie tylko nie opiekują się nimi, ale nawet celowo nie dbają o ich stan, bo "ci z drugiej strony niech się pie...ą". Ale przecież żyjemy w pięknym kraju nad Wisłą w którym nic tak nie cieszy, jak przykrość sprawiona sąsiadowi...
P. S. Takie wrażenia odniosłem ponad 8 lat temu. Od tego czasu nie byłem w Wolsztynie. Jeśli coś tam się zmieniło, to proszę o sprostowanie powyższych obserwacji.

Janek, znamy się już prawie 3 lata i pierwszy raz słyszę tą historie:) Ale właśnie ta historia pokazuje jak jest w naszym cudownym kraju.

Nic się nie zmieniło jechałem na loku i kilka dzior nie mówiąc nic o inżektorze. Ol49 to dobre maszyny bo wytrzymują takie czasy.

Nic się nie zmieniło. Jechalem na olce to dziury wszaedzie nie mówiąc o inżektorze ... Ol49 to dobre maszyny bo wytrzymują taką obsługą.

To jest smutne, że ludzie nie dbają o własny warsztat pracy. Chyba nie ma już takich prawdziwych maszynistów jak Władysław Orzechowski (Brudno! Rozpuścił was mechanik!... ;P)

Wy to i byście na gównie pojechali!!!:)

Odnosząc siędo postu Kucyka to jak mniemam masz dużo doświadczenia i znasz realia stowarzyszeń. Ja przyznaję, że prawdopodobnie tak szerokiej wiedzy nie mam. Nie uważam jednak, aby mój punkt widzenia był przedszkolnym. Odnoszę wrażenie, że opisane przez Ciebie środowisko rządzi się zasadami minionej epoki lub wczesnych lat dziewięćdziesiątych, choć obecne też nie są ciekawe... Cały problem tkwi w większości w ludziach, których pracy nauczyło PKP i to w nie najlepszym wydaniu. Ewidentnie można to zobaczyć po cyrkach jakie się tam dzieją i jaki jest tego efekt. Jeżeli macie ochotę możecie czekać na to, że za kilka pokoleń samo się coś zmieni... Samo nic się nie zrobi, więc pozwolicie, że będę robił to co chcę we własnym zakresie, na ile mi moje umiejętności pozwolą... To, że jedni zazdroszczą innym, no cóż... niech im żal d..e ściska, tylko tym sposobem nabawią się problemów zdrowotnych ;) Pewnie trafnie Kucyk zobrazowałeś całą sytuację, jednak mi takie postępowanie jest obce....

No cóż, mi się wydaje, że w Wolsztynie nie będzie dobrze z utrzymaniem parowozów, dopóki nie znajdzie się naczelnik, który albo będzie miał szacunek wśród pracowników, albo nie chwyci ich mocno za mordę. Obecny naczelnik niebawem odchodzi na emeryturę, jaki będzie jego następca?


@MaciejM

Witam Maćku (chyba nie urażam tak Ciebie nazywając?)!
Bardzo dziękuję za odpowiedź na moje przemyślenia zawarte w tym nieco przydługim poście. Otóż postaram się po kolei (bo przecież to forum jest jak najbardziej kolejowe) rozwinąć kilka spraw przez ciebie poruszonych. Po pierwsze, istotnie mam doświadczenie w obserwacji działalności stowarzyszeń mających za zadanie, czy też chcącymi chronić, przemijającą, dobrą, starą kolej. Wiąże się to nie tylko z moim życiem zawodowym, gdyż pracuję na kolei od 9 lat, ale również z licznymi znajomościami zawartymi, przy okazji różnych spotkań, z przedstawicielami owych instytucji, czy zwykłymi, niezrzeszonymi, pozytywnie zakręconymi na punkcie kolei ludźmi, których nazywam Pojebusami Kolejowymi (PK) i sam też się do nich zaliczam. I niestety, to, co opisałem nie jest moim wrażeniem, ale streszczeniem słów, które słyszę na takich spotkaniach. Jest to smutne. Powiem więcej i dosadniej, Jest to odrażające. Prezentuje najgorsze ludzkie cechy, takie jak zawiść, zazdrość czy nienawiść. I co gorsze, nie wynika to z rządzenia się zasadami minionej epoki lub wczesnych lat dziewięćdziesiątych i problem nie tkwi w większości w ludziach, których pracy nauczyło PKP, jakie by to wydanie nauki nie było. To są młodzi, pełni energii ludzie, którzy z PKP to tyle wspólnego mają, że pociągami tego przewoźnika jeżdżą, zaś we wczesnych latach 90, to chodzili do przedszkoli. Są wśród ludzi stowarzyszeń też starsze, nobliwe osoby, których autorytetu nigdy nie śmiał bym podważać, zaś ilość ich osiągnięć w ratowaniu starej kolei pozostanie niedoścignionym celem dla wielu młodych. Tylko, w ich działaniu część energii wykorzystywana jest aby, nazwijmy to delikatnie, nie pomóc podobnej instytucji zza miedzy. Złośliwe komentarze, rozpowszechnianie plotek, oczernianie. To jest na porządku dziennym. I niestety też się często z tym spotykam w swojej pracy. Piszesz: więc pozwolicie, że będę robił to co chcę we własnym zakresie, na ile mi moje umiejętności pozwolą. To znaczy, że stoimy po tej samej stronie barykady! Ja też sprzeciwiam się ludzkiej zawiści. Sam będę dawał z siebie innym, tyle, ile będę mógł. Bez względu na to, z jakiego stowarzyszenia pochodzą, jeśli tylko ich intencje są czyste. Uśmiechem, współpracą popartą wzajemną życzliwością i szacunkiem góry można przenosić! Tylko, nie będę zakładał różowych okularów, i jak uśmiechnięty gość na tripie po pigule, nie będę twierdził, że inni są też sobie życzliwi. Po co mam okłamywać siebie samego i innych to forum czytających? Oni nie są dziećmi i widzą ile jadu jest w stosunkach różnych grup miłośników. Świat należy zmieniać, zaś zmienianie świata zaczynać od samego siebie, ale nigdy nie należy próbować jego zmienić przez budowanie w wypowiedziach wizerunku, że świat jest już naprawiony, i wszystko już jest ok. Z MK, czy też PK, jest jak z kibicami dwóch pierwszoligowych drużyn piłkarskich z jednego miasta. Nigdy nie będzie między nimi zgody. Bo tutaj, jest, jak jest...

Dziękując jeszcze raz za odpowiedź, pozdrawiam!


@Doctor

Miło mi samego twórcę tej zacnej strony słyszeć! Sztuka zarządzania ludźmi, to naprawdę trudna sztuka, pół biedy, gdy ma się kij i marchewkę, gorzej, gdy tylko marchew zostaje, co akurat w PKP jest częstym zjawiskiem...
Sądząc z przygotowywanych przez Ciebie materiałów odwiedzasz często Wolsztyńską szopę. Mam takie pytania: Jak ma się obecnie wiek personelu zatrudnionego przy utrzymaniu lokomotyw? Czy przeciętny wiek warsztatowca jest porównywalny z wiekiem przeciętnego parowozu, czy też są "dostawy" młodych rzemieślników, czy uczniów? To samo dotyczy członków drużyn trakcyjnych. I czy w Wolsztynie jest jakaś, nawet nieformalna grupa PK, którzy pomagają na warsztacie, przy obróbce, czy też np. opiekują się konkretnym parowozem?
Bardzo te kwestie mnie interesują, oczekując odpowiedzi, pozdrawiam!

Witaj - Kucyk
Chyba mogę, się tak zwrócić?
Myślę, że żaden z nas nie ma różowych okularów i nic nie bierze dla poprawy samopoczucia. Doskonale wszyscy zdajemy sobie sprawę, jak to wszystko, tak naprawdę wygląda w tym "śmiesznym kraju". Nawiasem mówiąc nie tylko wśród PK. W innych dziedzinach też, mam znajomych w "branży militarnej" i mówią to samo o braku współpracy i ...., no wiadomo, co tu dużo gadać, ale też mówią jak wygląda taka współpraca za granicą. Natomiast sam chyba przyznasz, że szkoda tego co niszczej, a potem się rozpada i nic nie zostaje - tylko wspomnienia, bo walczą między sobą ludzie, a cierpią maszyny (tego wątku też nie trzeba rozwijać sam to dobrze opisałeś). Jasne, że nikogo nie zmienimy na siłę, ale sami możemy działać i próbować coś zmienić na lepsze. Natomiast przykro jest patrzeć gdy np. na krajowe imprezy przyjeżdżają maszyny z zagranicy w bardzo dobrym stanie i świetnie się prezentują, a nasze ... . Chyba się zgodzisz, najgorsze jest to, że oni mogą się dogadać i działać, a u nas dwóch ludzi trzy opcje. A "świat" nie jest naprawiony i nie jest ok.
Wkurza brak normalności i życzliwości.

Pozdrawiam.

@Kucyk

Zgadzam się z tym co napisałeś i po dobrych kilku miesiącach drążenia tematu zabytków kolejowych jestem niemile zaskoczony tak dużą rozbieżnością pomiędzy celem wspólnym i celem własnym, także tym, że działając mówi się o realizacji wyższych celów, a jakiejś części przypadków jest jest realizacja własnych celów. Ciekaw jestem, co musiałoby się stać, żeby jeden na drugiego nie patrzył wilkiem. Widać zresztą, że działania na rzecz zabytków najlepiej idą tam, gdzie udaje się trafić na normalne władze samorządowe i władze samorządowe widzą też w tym interes. Uważam, że cała atmosfera w środowisku kolejowym nie sprzyja "ratowaniu zabytków". Brak umiejętności akceptowania poglądów innych, wypracowywania kompromisów oraz WSPÓŁPRACY niweczy wszelkie działania mogące znacząco przyspieszyć poprawę sytuacji jaka jest i która chyba się pogarsza... Niestety, żeby w tym temacie wyszło coś sensownego w skali kraju, ludzie muszą zacząć ze sobą współpracować. Bo tu nie chodzi o odrestaurowanie jednejczy drugiej lokomotywy czy wagonu, a strworzenie pewnej koncepcji wielu organizacji realizujących przede wszystkim cele społeczne, może nawet edukacyjne i turystyczne. Odnoszę czasem wrażenie, że niektórzy patrzą na tematy i problemy tylko widząc własny nos... Może, to iż nie jestem ściśle związany z kolejowym środowiskiem pozwala mi trzeźwo patrzeć i szukać rowiązań problemów...
Co do osób zasłużonych i doświadczonych, to myślę, że jest to dobra i nieoceniona baza, od której wiele można się nauczyć...
Pozdrawiam


Siemanko Widzu!

Ja bardzo lubię, jak ktoś zwraca się do mnie per Kucyk, czy Kucu, więc użyłeś formy jak najbardziej pożądanej!

W temacie ratowania kolei, chyba nie ma co więcej dodawać, gdyż bardzo dobrze streściłeś wszystkie dotychczasowe rozważania. Aby jednak temat nie zdechł pozwolę sobie dalej pociągnąć kwestię którą bardzo słusznie poruszyłeś.
Piszesz: przykro jest patrzeć gdy np. na krajowe imprezy przyjeżdżają maszyny z zagranicy w bardzo dobrym stanie i świetnie się prezentują, a nasze...
Bo u nas panuje dziwna kolejofobia wśród kolejofilów. Z ciekawości, post wyżej, zadaję pytanie, czy PK kręcą się w Wolsztynie na warsztacie. Jednak przez skórę czuję, że odpowiedź, jeśli dostanę, to chyba będzie przecząca. Ja sam moją przygodę z koleją zaczynałem 20 lat temu jako 14letni chłopak od spraw typu klucz, szmata, oliwiara. I przez te wszystkie lata spotkałem tylko trzech (tak, TRZECH!) podobnych mi, co się usmarować nie bali. Pozostali MK ograniczali się od fotografowania, sporów o historię, ewentualnej jazdy w kabinie i krytykowania kogo się tylko dało, zaś ze wstrętem odsuwali się od parowozu, brzydząc się nawet pomyśleć,o jego dotknięciu celem np. oczyszczenia. Tak więc sobie tkwiłem samotnie w moim pełnym oliwy, narzędzi i sadzy świecie, aż tu nagle dostałem płytę DVD z kolejki szwajcarskiej Furka-Obercośtam. Tak, jak utrzymane były lokomotywy parowe, to nie mieściło się to w mojej wyobraźni. Co ja mówię?! Przez 20 lat dłubania i interesowania się trakcją parową, nie sądziłem, że można tak utrzymywać parowozy będące w regularnym ruchu!!! Kto chce przeżyć trwałe opadnięcie kopary, niech da mi swój mejl na PM, to zdjęciówy prześle. A wszystko to wykonuje JEDYNIE wolontariat. Warsztaty, w których odbudowuje się parowozy (Interlok to przydrożna kuźnia w porównaniu z nimi) też w 100% są obsługiwane przez wolontariuszy. Wielka kolej turystyczna zatrudnia tylko 2 (dwie!) osoby: księgową i menadżera. Reszta to ze 100 Pojebów Kolejowych, jakich w Polsce się nie ujrzy. Bo tak naprawdę, to wtedy będą utrzymywane dobrze parowozy, gdy będą zajmować się tym ludzie zaangażowani (odpierdalający na "odwal się" służbę mechaniory, to myślą raczej o fajrancie, a nie o tym, aby coś tu jeszcze poprawić). Tak jest ze wszystkimi dziedzinami życia: aby uzyskać dobry efekt, trzeba duuuuużo serca wkładać w to, co się robi. A jak się pracę traktuje jako przykrą konieczność, to efekty mamy, jak piszesz...
Ale teraz zadam jeszcze jedno pytanie: czemu w Polsce tak mało ludzi się garnie do obsługi i napraw parowozów? Przecież, na dobrą sprawę, to właśnie bezpośrednie obcowanie z buchającymi parą i dymem stalowymi smokami powinno być dążeniem każdego MK... Ja tak myślę, tylko nie wiem, gdzie w tym moim myśleniu tkwi błąd. Pomóżcie mi jego znaleźć.
Pozdrawiam!


Czołem Maćku!

Pytasz: co musiałoby się stać, żeby jeden na drugiego nie patrzył wilkiem?
Odpowiedzieć mógłby Jurand za Spychowa! Hehehehehe!

Ale na poważnie. Bracie, zwróciłeś uwagę na ważny temat, na który nikt wcześniej nie wpadł. Co ja mówię ważny!? To jest prawie rozwiązanie kwestii ratowania zabytków, i to nie tylko kolejowych!

Chyląc głowę przed bystrym umysłem, zacytuję Twe słowa: działania na rzecz zabytków najlepiej idą tam, gdzie udaje się trafić na normalne władze samorządowe i władze samorządowe widzą też w tym interes.

Tak, tak, tak! Do kurwy nędzy, po stokroć tak! Przykłady: Gryfice, Ełk, Żnin. Wzorowe koleje wąskotorowe, będące pod opieką samorządów. Są pieniądze, dotacje, fundusze unijne. Która z organizacji spoza samorządów ma takie osiągnięcia w finansowaniu zabytków kolejnictwa? Nawet obsrane Muzeum Kolejnictwa nie jest w stanie zorganizować unijnej złotówki (znaczy "ełro") na ratowanie kolei, a te samorządy mogły to zrobić! Może dlatego tak się dzieje, że urzędasy kierują się tym, że im będzie się to opłacać, może chcą promować region, może działać dla społeczności lokalnych... Ale na pewno nie marnują czasu na kopanie dołków pod innymi organizacjami hobbystów kolejowych, bezsensownych kłótni o odcień farby, czy obrażania się bo wagon ma być odbudowany w epoce III, a nie IV! Urzędasy stoją ponad naszą cechą narodową, w której, w skrócie, nie chodzi o to, abym ja miał więcej, a o to, aby on miał mniej, oraz o to, aby moje było na wierzchu, a jak tak nie jest, to na przeciwników sram i będę ich niszczył ile we mnie sił! Tak, Panowie, tak ja myślę.
Oczekując fali krytyki, pozdro 4all!

Kucu,
Odpowiedź na pytanie czemu w Polsce tak mało ludzi się garnie do obsługi i napraw parowozów wydaje mi się prosta. Ludzie czy organizacje, które obecnie w tym temacie działają nie czynią starań, aby pozyskać świeżej krwi. Środowisko MK, jak wspomniałeś, skupia się na różnorakich rozważaniach, które można określić trzepaniem piany. Chyba znacząca większość MK wywodzi się ze środowika kolejowego, uważając się za ekspertów w tej dziedzinie, co może zniechęcać potencjalnych nowych MK wywodzących się spoza środowiska. A praca na kolei może niektórych ludzi upośledzać w tym co jest istotą pracy. Niestety, aby coś było trzeba zapracować, żeby coś umieć trzeba się uczyć i praktykować. Może to jest wynikiem obecnej sytuacji.
Szwajcarski przykład jest możliwy do zrealizowania także i u nas, tylko po pierwsze trzeba przedstawiać poważne propozycje, poparte konkretnymi opracowaniami a po drugie równie istotna sprawa to zacząć interesować tym tematem ludzi spoza środowiska, dając np. możliwość młodym ludziom produktywnie spędzać czas, przy okazji robiąc coś dla Ojczyzny...Chyba niewiele osób myśli, że byłby to fajny pomysł na pokazywanie młodym ludziom jak można ciekawie spędzać czas. A może nawet ciekawy sposób na spędzanie wolnego weekendu dla ojców z synami ;) Ja ze swojej strony mam zamiar trochę czasu spędzić na dłubaniu przy jakiejś maszynie lub wagonie... praca w obejściu też nie jest dla mnie ani straszna ani uwłaczająca...
Poruszyłeś też istotny problem zatrudniania ludzi w organizacjach zajmujących się zabytkami kolejowymi. Zatrudnianie ludzi nie jest czymś złym, ale powinno dotyczyć niezbędnych stanowisk i być proporcjonalne do ilości ludzi świadczących pracę społecznie.
Mam nadzieję, że w jakimś rozsądnym czasie zacznie się sytuacja zmieniać, tzn. ludzie którzy obecnie "działają" zaczną DZIAŁAĆ. I należy pamiętać o szczerej otwartości na drugiego człowieka:)

A i jeszcze chcę dodać, w kontekście przeglądania forum. Czasem skupiamy się na tym co było, co się zrobiło lub nie. Bardziej efektywne jest myślenie co można zrobić w obecnej sytuacji i co jak działać żeby unikać popełnionych błędów.

Kucyk masz rację, że aby poczuć te maszyny to czasami trzeba się "trochę" pobrudzić. I wolontariat jest super sprawą. Tylko tych ludzi trzeba też zachęcić i dać sygnał, że mimo ich niewielkiej wiedzy (przynajmniej na początku), też się przydają, a ktoś z większym doświadczeniem przekaże powoli różne tajniki wiedzy kolejowej. A praca nie ograniczy się do obalenia kilku browarków i wymądrzaniu się "guru kolejowego" jaki on jest mądry i ważny. Wystarczy popatrzeć na słowaków, gro obsady zabytkowych składów to bardzo młodzi ludzie, wśród których są też dziewczęta!!! Czy mieli wielką wiedzę na początku, nie sądzę. Ale się uczą i pracują i mają starszych kolegów, którzy swą wiedzę przekazują, bo często jest to tylko przekaz ustny nigdzie nie zapisany.

MaciejM to świetnie opisał, że te grupy MK w większości wywodzą się ze "środowiska kolejowego, uważając się za ekspertów w tej dziedzinie, co może zniechęcać potencjalnych nowych MK wywodzących się spoza środowiska. A praca na kolei może niektórych ludzi upośledzać w tym co jest istotą pracy. Niestety, aby coś było trzeba zapracować, żeby coś umieć trzeba się uczyć i praktykować. Może to jest wynikiem obecnej sytuacji.... (nie będę cytował całości)". Podoba mi się to stwierdzenie o wspólnej pracy ojca i syna. Ale jak np. "fachowiec" gasi ojca na każdym kroku za jego niewiedzę (czyli spada autorytet ojca), to taki człowiek przyjdzie raz i koniec.
Czyli panowie wracamy do początku tych naszych rozważań, współpraca, współpraca i jeszcze raz współpraca. Radość z tego, że komuś się coś udało i coś ocalało (Inna sprawa; Dlaczego nie my i nie u nas?, Albo czy nie trzeba im pomóc, żeby było szybciej i nasz wkład też tam będzie).
Myślę Kucu, że tych z aparatami i kamerami też trzeba, aby zapisywali to co się dzieje, tylko bez tych "ich mądrości" i czasem też zaproponować im trochę fizycznej pracy by zrozumieli sens działania "fizoli".

A może Doctor zamieściłby kilka zdjęć w galerii, z tej twojej płytki Kucu?
I niech ludzie zobaczą jak to robią inni i że można inaczej niż podkładając sobie kłody pod nogi.
Pozdrowienia dla wszystkich, sił do działania.

[quote]Ludzie czy organizacje, które obecnie w tym temacie działają nie czynią starań, aby pozyskać świeżej krwi.[/quote]
Hola, Macieju, nie tak prędko... Znam kilka organizacji, które dość silnie się promują w poszukiwaniu wolontariuszy na forach interentowych czy w prasie hobbystycznej. I jaki skutek - ano mizerny... Jak doskonale cześć z nas wie. aparat czy klawiatura nie wymagają takiego wysiłku jak szlifiera czy leżenie przez pół dnia w kanale...


Ups, jak Ariel C. włącza się do dyskusji, to znaczy, że dobry temat rusztujemy! Witaj Ariel!

Wiecie, co Panowie, czytając wczoraj te nasze blablanie o ratowaniu zabytków, wprawiłem się w smutny nastrój.
Ale, jako, że na frasunek - dobry trunek, udałem się do piwnicy, gdzie utoczyłem z balona solidną szklankę śliwowicy. Oczywiście ten zacny trunek natychmiast rozjaśnił me myśli...

Panowie, źle szukamy przyczyn chaosu w organizacjach! Nie w szeregowych działaczach problem tkwi. Czy to Wolsztyn, czy skansen społeczny problem tkwi na górze. Dobry dowódca jest na wagę złota. Taki surowy, ale sprawiedliwy. Dla chcących działać jak kapitan wyznaczający kurs. Dla dobrych i pracowitych - źródło uznania, dla mąciwodów i cwaniaków - bezwzględny kat. Człowiek taki poświęcać musi swój czas dbając o podopiecznych, scalając ich w jeden zespół i czując jak bije serce tego zespołu. Wszelkie patologie (kocenie młodych, donosicielstwo, opierdalactwo) musi zauważać i likwidować. Ma być autorytetem i wzorem dla podwładnych... Tylko skąd takich ludzi brać do, poniekąd niewdzięcznej, i społecznej działalności? Ale, chyba już wiem po co towarzystwo Furka - Obercośtam zatrudniło menadżera z prawdziwego zdarzenia i pewnie za cholerną kasę. Co Wy na to Panowie, co mi śliwowica do łba z promilami przyniosła??

Janku, myślę że z tym menadżerem to masz sporo racji. Ale ja nie doszukiwałbym się grzechów u biednych sterników organizacji. Tak naprawdę myślę, że powód tego, że jest jak jest ma jedną nazwę: Pieniądze. Bez tego niestety ani rusz. Bo nawet najlepszy prezes mający jeszcze często rodzinę i normalną pracę nie jest w stanie pokierować organizacją tak jak menadżer...
Ps. Coś mi się zdaje, że w sobotę się zobaczymy na dorocznym spotkaniu integracyjnym w pewnym skansenie, gdzie Prezes w sumie ma sporo z cech, które raczyłeś wymienić :-D

Ariel napisał: Prezes w sumie ma sporo z cech, które raczyłeś wymienić

I dlatego takie skanseny jak np. Skierniewice jeszcze się kręcą! Właściwy człowiek na właściwym miejscu.

A co do kasy, to cóż, bez tego, co wymyślili Fenicjanie, czyli bez pieniędzy, to można się tylko po d...
podrapać (i to raczej tylko własnej), bo nawet krytykowanie na forum internetowym wiąże się z wydawaniem floty na prąd, czy dostęp do sieci. I tu, mimowolnie wróciliśmy do początku rozmowy, czyli współdziałania w kombinowaniu kapusty, ale, jako, że temat już przerabiany był, to nie będę go dalej ciągnął.

Piszesz: Coś mi się zdaje, że w sobotę się zobaczymy na dorocznym spotkaniu integracyjnym w pewnym skansenie...
Destylat z zeszłorocznych śliwek (wyszedł bajeczny!!!) już rozrobiony do 45% i kotlety na zagrychę zrobione będą. Ty szykuj blat i wątrobę. Hehe

Na razie przygotowaliśmy opał. O wątrobach pomyślimy jeszcze ;-D

@Kucyk:
Jeśli chodzi o Wolsztyn, to sprawa jest bardzo złożona. Ludzie pracujący przy maszynach mają mniej więcej tyle lat co maszyny (tak na oko), i co jakiś czas słychać, że ktoś został zdjęty z maszyny lub że zmarł (w zeszłym roku jeden z maszynistów i jeden warsztatowiec). Nowych nie widać, z wyjątkiem jednego młodego gościa, ale on akurat robi w biurze a nie na maszynach. Ponoć jest kilka miejsc pracy na warsztacie z perspektywą jazdy na parowozie (czyli standardowa ścieżka kariery mechanika), ale jakoś nikt się do tego nie garnie (ogłoszeń nigdzie nie widziałem, a myślę, że można by taką posadę dość ciekawie "sprzedać").
Jeśli chodzi o - jak to nazwałeś - PK to jest http://tpwp.pl

Arielu, w moim odczuciu błąd w poszukiwaniu wolontariuszy może polegać na tym, że potencjalni wolontariusze nie czytają prasy hobbystycznej, ani specjalistycznych forów. Potencjalni wolontariusze, to zwykli zjadacze chleba, którzy po pewnym czasie obcowania z tą osobliwą formą stali doznają przeistoczenia w Kucykowych PK ;) Może informacja w lokalnych mediach przyniosłaby lepszy efekt?? Oczywiście są to moje spekulacje ;)
To prawda, że problemem są pieniądze, ale mam nadzieję, że akcja 1% z PIT przełamie błędne koło :) Jestem dobrej myśli:) !!!

MaciejM trafił w dobry temat, cytuję: informacja w lokalnych mediach przyniosłaby lepszy efekt...

He, idąc tym tropem zadzwoniłem do znajomego szefa reaktywowanej Koszalińskiej KD gdyż wiem, że jeżdżenie motowozem do Manowa (a nie palcem po mapie, bądż gołą dupą po nieheblowanej desce) kolej ta zawdzięcza w 100% pracy PK. I odpowiedź była jasna: Po serii materiałów o kolejce wyemitowanych w telewizorni napływ Świrów wzrósł. Słuchajcie, często po prostu młodzież nie wie, że można działać przy kolejce, gdyż te informacje nie wydostają się poza grono zainteresowanych tematem "ciuchciofilów". A czasem jakieś "legendy" (tam nie ma po co jeździć, bo chujnia z grzybnią tam nocuje itp.) tworzone przez konkurencję skutecznie potencjalnych wolontariuszy odstraszają...

@Doctor
Na kontakt w ściśle tajnej sprawie czekam i jeszcze pytanie takowe mam: Czy istnieje na tym forum techniczna możliwość zamieszczania załączników (zdjęć, filmów). Wiesz, czasem jakaś goła baba (na parowozie, oczywiście) mogła by ożywić treść posta... ;)

@ Maciej
Wszystko to przetrenowane, o skutek nie pytajcie ;-/

@Janek (Kucyk)
Oj tak sianie wrogiej propagandy to jest niestety problem ;-/

Wracając do wynalazku przypisywanego Fenicjanom (czyli pieniędzy): Jakiś rok temu natknąłem się na posta (niestety nie pamiętam, na jakim forum), gzie autor pisał, że Wolsztyn daje maszynistoim dosć niskie pensje - wskutek czego nawet maszyniści w średnim wieku, jeszcze umiejacy prowadzic parowóz, raczej uciekają do lżejszej pracy w trakcji spalinowej lub elektrycznej.
Ponieważ nie mam informacji z pierwszej ręki, prosze o potwierdzenie lub zaprzeczenie.

Oczywiście że to nieprawda. Nie wiem jakie są pensje, ale na pewno są wzbogacone o "dolę" od różnego rodzaju turystów. Gdyby było tak jak mówisz, to maszyniści odchodziliby z własnej woli, a nie przez orzeczenie lekarza


Podobno właśnie ta "dola" sieje ziarno niezgody między mechaniorów i warsztat... Hehehehe

Pensja maszynistów składa się, jak to w PKP, z podstawy+dodatek kilometrowy+świąteczne+nadgodziny+.... I wcale nie są to jakieś okruszki. Ogólnie jednak dobry zarobek ma się jeżdżąc na lokomotywach elektrycznych przy jednoosobowej obsłudze i przebiegach rzędu 700km na służbę. Albo u prywaciarza... :-)